Życie z niedoczynnością tarczycy - sucha skóra

Moje zdrowie to temat, którego jeszcze nie poruszałam na tym blogu. I może kiedyś opowiem Wam coś więcej, ale wolałabym uniknąć typowo naukowych tłumaczeń - chcę bardziej skupić się na tym, jak sobie radzę z chorobami na co dzień.

Z większością uroków zaburzeń hormonalnych nauczyłam się żyć na tyle, że traktuję je jako coś normalnego. W ostatnim czasie jednak przesuszona skóra to coś, co wyjątkowo dawało mi w kość, więc chcę opowiedzieć Wam jak sobie z tym poradziłam.

I od razu podkreślam, że nie jest to coś, z czym boryka się każdy z niedoczynnością tarczycy, szczególnie w takim nasileniu. Rozmawiałam jednak z osobami z mojego otoczenia, które mają podobne problemy zdrowotne i każdy zmagał się z tym w mniejszym lub większym nasileniu.

Czy to aż taki problem?

#Matka od zawsze ma skórę suchą i jako posiadaczka cery mieszanej ze skłonnością do wyprysków nigdy nie mogłam zrozumieć jej narzekania. Przecież wystarczy mocny nawilżacz i po problemie. Odkąd jednak sama zaczęłam się z tym zmagać dotarło do mnie jak uciążliwe potrafi się to stać.

I nie mówię tutaj tylko o suchych skórkach na twarzy, ale o czymś o wiele poważniejszym. Myślę, że komuś kto nigdy tego nie doświadczył ciężko będzie zrozumieć, dlatego podkreślę - skóra jest naszym największym organem. Pokrywa całe ciało i jeżeli coś jest nie tak odczuwamy to całym sobą.

U mnie zaczęło się od łydek. Wyglądały koszmarnie, swędziały tak mocno, że z czasem były całe czerwone od drapania. Potem problem się pogarszał do tego stopnia, że zaczęłam mieć łupież nawet po najłagodniejszych szamponach, a wieczorem nie mogłam zasnąć - tak mnie wszystko swędziało.

Leczenie

Problem był nie do wytrzymania przed podjęciem leczenia, ale mam wrażenie, że początkowe tygodnie na Euthyroxie tylko zaostrzyły sprawę. Dochodziło do tego, że leżałam wieczorami w bezruchu na łóżku, bo każde muśnięcie materiału doprowadzało mnie do szału. Jeżeli jesteście w takiej sytuacji to pocieszę Was - to przejdzie, mimo, że ciężko sobie to teraz wyobrazić.

Ciężka artyleria

W tym najgorszym okresie ratowałam się jak tylko mogłam. Zwykłe balsamy kompletnie nie dawały sobie rady, więc opracowałam swoją własną strategię pielęgnacyjną.

Należę do niesamowicie leniwych osób jeżeli chodzi o wieczorne zabiegi, więc nie byłam przesadnie konsekwentna. Początkowo starałam się powtarzać to co dwa dni, a wraz z poprawą kondycji mojej skóry zdarzało mi się to coraz rzadziej.

Przede wszystkim oleje!

Jak przystało na włosomaniaczkę miałam w domu pochowane po kątach różne olejki. Skoro pomagały na włosy to czemu miałyby nie zadziałać na skórę? Gdzieś wyczytałam, że dobrze radzi sobie olej z pestek winogron, którego miałam ogromne opakowanie (nie jest drogi, dostępny w Biedronce) i jego używałam najczęściej. Po umyciu się wmasowywałam go w ciało jeszcze pod prysznicem, zazwyczaj nakładając trochę przy okazji na fryzurę. Czekałam chwilę, spłukiwałam nadmiar chłodną wodą i albo zwyczajnie owijałam się ręcznikiem czekając do wyschnięcia, albo "przyciskałam" go delikatnie do ciała uważając, żeby nie wytrzeć oleju.

Jeżeli goliłam nogi, to zawsze na olejku. Wcześniej robiłam to używając maski Kallosa (polecam, szybko zmiękcza włoski, pozostawia skórę gładką).

Starałam się też złuszczać martwy naskórek. Albo robiłam własne pillingi cukrowe (kawowe były za mocne), koniecznie na bazie olejów, albo stawiałam na szczotkowanie na sucho. Tych, którzy nie słyszeli odsyłam do wpisu Kosmetycznej Hedonistki (TUTAJ). Polecam, działa genialnie, szczególnie jeżeli macie problem z naczynkami.

Kąpiele tylko w letniej wodzie, szczególnie jeżeli skóra była mocno podrażniona. Ciepło powodowałoby rozszerzenie naczyń krwionośnych, napłynięcie krwi do skóry i w efekcie większą wrażliwość.

Twarz

Jeżeli macie jednocześnie problem z niedoskonałościami to przede wszystkim polecam jak najbardziej delikatne kosmetyki. Ja bardzo polubiłam się z kremami z serii Food for skin Lidla. Od czasu do czasu maseczki, co mi wpadło pod rękę i koniecznie dobre oczyszczenie i demakijaż. Z takich moich małych bohaterów to od lat jest nim żel aloesowy. Jest świetny na podrażnioną skórę, nie zapycha, a w upalne dni cudownie chłodzi.

Głowa

To było kolejne z moich newralgicznych miejsc, ale oszczędzę Wam szczegółów i powiem tylko co się sprawdziło. W tragicznym czasie ratowałam się olejem, ale była to ostateczność i zdecydowałam się tylko kilka razy. Zostawiałam na skalpie na godzinę przed umyciem.

Z ciekawszych rad, na jakie trafiłam polecam spienianie szamponu przed nałożeniem go na głowę, o czym pisała Ania maluje (TUTAJ).Testowałam też już kiedyś kosmetyki dziecięce, ale niestety plątały moje długie włosy i miałam wrażenie, że moja skóra bardzo szybko się do nich przyzwyczaja.

Najlepiej zadziałał na mnie Nizoral, ale nie można go stosować na co dzień. Myłam nim więc włosy maksymalnie dwa razy pod rząd, a potem spieniałam zwykły szampon (teraz używam takiego z czarną rzepą, z polecenia #Matki).

Jak jest teraz?

Wciąż swędzi mnie skóra, ale jest to nie do porównania z tym, co było. Golenie nóg na oleju zostało ze mną do dzisiaj, podobnie jak spienianie szamponu. Staram się przynajmniej od czasu do czasu szczotkować nogi na sucho, używam co dwa, trzy dni balsamu. Takie niezbędne minimum dla leniuszka.


A jak było u Was? Jakie objawy niedoczynności tarczycy najbardziej Wam dokuczają? Też miałyście problem z przesuszoną skórą?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Lemon Ladies , Blogger