Jedna rzecz, bez której Twój związek nie przetrwa - z komentarzem #Narzeczonego

Jedna z rozmów, które dzisiaj odbyłam skłoniła mnie do przemyśleń. Moje najbliższe otoczenie zawsze z zachwytem mówi o moim związku. #Matka powtarza, że takich mężczyzn, jak mój #Narzeczony to ze świecą szukać, #Babcia wydaje się być szczerze zdziwiona, jak opowiadam jej jak wygląda moja codzienność, a jedna z przyjaciółek kiedyś powiedziała, że mamy najbardziej bezproblemową relację ever.

Ja zawsze uważałam, że tak jak u nas jest wszędzie. Że każdy zdrowy, dojrzały związek tak wygląda. Kłócimy się, jak wszyscy. Czasami nawet częściej niż inni. Pod wieloma względami jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi. On zawsze mówi, że moją największą wadą jest pedantyzm, a ja, że z niego kompletny bałaganiarz. On jest introwertykiem, ja kocham towarzystwo. Co więc jest magicznym składnikiem, który spaja ten nasz mały chaos?

Recepta na udany związek

Mogłabym Wam powiedzieć o tym, jak przynajmniej raz w tygodniu wychodzimy na randkę. Jak On zawsze pamięta o ważnych datach, jaki potrafi być romantyczny i szarmancki. Albo, że naszym sposobem jest 12 przytuleń na dzień.

Mogłabym też tutaj powymyślać, że kobieta zawsze powinna wyglądać ponętnie, albo najważniejsze jest jak często uprawiacie seks. I mimo, że wszystkie te rzeczy są miłe i ważne to tak naprawdę żaden związek nie przetrwa bez tej jednej, wydawałoby się oczywistej...

Komunikacja!

Teraz pewnie wywracacie oczami, bo ile razy to słyszeliście? Halo, halo... wracaj do licznika przytuleń, powiedz jak się do niego uśmiechać albo co dosypać do zupy. Niestety, dość niewygodny fakt jest taki, że komunikacja to podstawa każdej relacji, bez względu na to czy romantycznej czy nie.

Ale o co Ci chodzi #Córka, co? No przecież wiadomo, gadam z tym moim facetem codziennie, a i tak się kłócimy. Jakieś wierutne bzdury nam tu wciskasz.

Z moich obserwacji i z tego, co kobiety, którymi się otaczam mówią mi na co dzień wynika, że większość problemów w ich związkach można by szybko rozwiązać otwartą, szczerą rozmową. Dlaczego więc tak trudno jest nam się jej podjąć?

Powodów możemy szukać wszędzie. Obwińmy naszych rodziców za przykład, jaki nam dawali. Zrzućmy na nasze byłe związki za schematy, których nas nauczyły. Ale jeżeli codziennie wokół siebie widzimy tabuny par, którymi nigdy nie chcielibyśmy się stać i sami uwolniliśmy się z relacji, do których nigdy nie chcielibyśmy wracać to dlaczego nie uczymy się na tych błędach? Dlaczego nie wyciągamy wniosków?


Myślę, że wszystko to sprowadza się do tego, że zwyczajnie nie rozumiemy co to znaczy zdrowa komunikacja. Tak mało jest związków, które chcielibyśmy naśladować, że nie wiemy jak budować nasze własne. Łatwo wpadamy w nawyki wyrobione w tych nieudanych i karuzela się kręci.

Co to jednak jest ta komunikacja?

Najczęstszym problemem, który ja zaobserwowałam jest to, że nie mówimy naszemu partnerowi, kiedy coś nam nie odpowiada. Tłumimy emocje w sobie, przełykamy gorycz i wydaje nam się, że jeżeli odpuścimy sobie sprzeczkę to tak będzie lepiej. Wstajesz z łóżka, potykasz się setny raz z rzędu o jego skarpetki niedbale rozrzucone pod łóżkiem, klniesz w duszy i bez słowa wychodzisz z pokoju.

Ale nie będzie lepiej, wierzcie mi. Małe urazy się skumulują, problemy nawarstwią, a emocje, z którymi nie rozprawiliśmy się od razu odezwą się ze zwiększoną siłą. Zamiast drobnego: "Misiu mój drogi, jak nie zaczniesz wyrzucać swoich brudnych skarpet do kosza na pranie to przysięgam, że dostanę w końcu rozstroju nerwowego" finalnie wyrzucacie z siebie "Bo Ty mnie tak naprawdę w ogóle nie kochasz, nie obchodzę Cię, nie myślisz o mnie i to wszystko nie ma sensu!". Albo coś w tym stylu.

Sęk w tym, że ze zbiorem negatywnych incydentów czujecie się zmęczeni, wszystko w Was buzuje i pod koniec nie wiecie nawet, że powodem Waszych uczuć są te metaforyczne skarpetki, które On zostawił pięć dni temu. Wiem, też tak czasami mam.

Jak rozmawiać?

Nie radzę Wam tutaj wybuchać w sekundzie, w której On nie odniesie brudnego talerza do zlewu. Ale jak jest coś, co wiecie, że działa Wam na nerwy to przemyślcie to sobie na spokojnie, posadźcie Waszą Miłość obok siebie i opanowanym głosem powiedzcie "Czuję się, jakby Twoje brudne skarpetki na podłodze były aktem agresji przeciwko mi i za każdym razem, gdy tak je zostawiasz jest mi smutno i mam wrażenie, że mnie nie kochasz. Byłabym bardzo szczęśliwa gdybyś mógł się postarać i wrzucać je za każdym razem do kosza na pranie". Taki komunikat jest przejrzysty. Nazywa problem, skupia się na WASZYCH emocjach (to bardzo ważne) i przedstawia możliwe rozwiązanie. Jeżeli zamiast tego wykrzyczycie "Bo Ty zawsze rozrzucasz swoje skarpety!" to on będzie się czuł oskarżony, podświadomie włączy mechanizmy obronne i nie będzie zmotywowany do zmian.



Typowa kobieta

My kobiety na tym polu lubimy popełniać bardzo dużo błędów, co stało się przedmiotem memów całego internetu, czyli "Bo On się powinien domyślić!". Ja to doskonale rozumiem i sama nie raz czułam, że te metaforyczne skarpety to jest świadome, przemyślane działanie. Ale wiecie co? Setki rozmów uświadomiły mi, że On naprawdę niczego nie potrafi zrozumieć tak jak ja i większość rzeczy muszę mu łopatologicznie wytłumaczyć. Jak już się przełamiecie to uwierzcie mi, że będzie Wam dużo lżej na duszy, jak będziecie mogli wyłożyć kawę na ławę i wprost zakomunikować swoje potrzeby.

Strzelanie focha to też nienajlepszy pomysł. Abstrahując od faktu, że jeżeli nie jesteście dla drugiej osoby pierwszym partnerem to przeżyła to miliony razy i wywołuje w niej to niechęć i złe wspomnienia, to zwyczajnie nie jest to pomysł na nic. Wiecie ile u mnie najdłużej trwały ciche dni? Kilka godzin max. Nie więcej. I to tylko w sytuacjach, kiedy byliśmy na przykład w towarzystwie i nie mieliśmy szansy tego rozwiązać.

Może Wam się też wydawać, że jeżeli nigdy o czymś nie powiecie, stłumicie coś w sobie to najwyżej poprzeżywacie  coś w duchu i Wam przejdzie, a unikniecie konfliktu. Myślę jednak, że jak jest się w związku to partner bardzo szybko uczy się odczytywać nasze emocje i nawet jeżeli nie zakomunikujecie czegoś wprost to druga strona będzie samodzielnie próbowała odgadnąć czym spowodowany jest ten nastrój, a to może skończyć się różnie.

Męskim okiem czyli #Narzeczony komentuje

Zgadzam się z tym, co napisałaś, ale myślę, że warto dodać jeszcze ważny aspekt - podobne wartości. Żadna ilość komunikacji tego nie nadrobi. Jeżeli na przykład jesteś osobą religijną, życie kościelne jest istotną częścią Twojej codzienności i bardzo Ci zależy, żeby Twój partner towarzyszył Ci w niedzielnych mszach, a On nie chce się na to zgodzić, bo jest mocno antyklerykalny to rozmowy nie pomogą. Może być tak, że On od razu wie, że nie odpuści i nie porzuci swoich wartości. W tej sytuacji masz dwa wyjścia, w zależności od tego jak ważny temat jest dla Ciebie. Albo postanawiasz to zaakceptować i pogodzić się z tym, że nigdy nic się nie zmieni, albo rozchodzicie się w przeciwnych kierunkach. 
Poza tym ważna jest też sama natura kobiety i mężczyzny i różnice, jakie między nami występują, które mogą w różnym stopniu się w nas pojawiać. Jeżeli partnerka jest bardzo kobieca to potrafi być mocno emocjonalna i żadna ilość komunikacji ze strony jej partnera nic nie zmieni. Zapewniam, że każdy mężczyzna oddałby wszystkie pieniądze świata, żeby jego kobieta reagowała mniej wrażliwie niż zazwyczaj to robi. Tak samo żadna ilość komunikacji nie jest w stanie przekonać mężczyzny do tego żeby zaczął przejmować się sprawami, które uważa za trywialne, bo Go to zwyczajnie nie interesuje. Dlatego czasami należy zastanowić się, czy rzeczy, które chcemy zmieniać naprawdę są ważne, czy to zwyczajnie nasza fanaberia.

Ze swojej strony mogę jeszcze dodać, że komunikacja działa tylko wtedy, kiedy obie strony się starają i chcą być lepsze dla swojego partnera. Związek jest czymś pięknym i wspaniałym, ale jednocześnie wymaga niesamowicie ciężkiej pracy i niestety jeżeli się go zaniedba to wszystko bardzo szybko się psuje.

A jak jest u Was, potraficie otwarcie rozmawiać ze swoim partnerem? Chcecie więcej wpisów tego rodzaju?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Lemon Ladies , Blogger