9 najlepszych seriali, które oglądałam ze swoim facetem

Razem z #Narzeczonym chętnie oglądamy filmy. Lubimy chodzić do kina, albo wylegiwać się przed telewizorem, ale nie zawsze mamy do wykorzystania aż dwie godziny. Dlatego też często decydujemy się na seriale. Są idealne do obiadu lub wieczorem, kiedy obydwoje jesteśmy zmęczeni. I nie zrozumcie mnie źle. Ja sama mogłabym tutaj wypisać co najmniej 20 propozycji, które lubię, ale mojego mężczyznę niełatwo do czegoś przekonać. Przedstawiam Wam więc listę 9 najlepszych seriali, które podobały się nam obydwojgu. Kolejność przypadkowa.



1. Teoria wielkiego podrywu (The Big Bang Theory)

Idealny sitcom dla każdego nerda. Dużo nawiązań do fizyki, komiksów, gier, itp, ale totalny laik jak ja również bez problemu się odnajdzie. Bohaterowie są przemyślani i naprawdę dobrze zestawieni. Sheldon to prawdziwa perełka, która u każdego wywoła salwy śmiechu. Do dzisiaj w żartach śpiewam #Narzeczonemu soft kitty.


2. Czarne lustro (Black Mirror)

Najlepszą wizytówką Black mirror jest to, że poszczególne odcinki łączy jedynie koncepcja, a serial mimo to zebrał rzesze fanów. Wszystkie są wizją przyszłości i polemiką na temat tego, do czego może prowadzić rozwój technologii. Jedne są lepsze, inne gorsze. Poruszają problemy moralne, obrzydzają, przerażają. Czarne lustro jest niezwykle magnetyczne, mroczne i każdego czymś zaintryguje. Nie znam nikogo, kogo by przy sobie nie zatrzymał na dłużej.


3. Stranger things

Bez typowo nastolatkowych dram. Przywołuje ciepłe wspomnienia dziecięcych lat. Mimo, że świat jest mocno fantastyczny, a potwory przerysowane to dzięki temu, że obserwujemy go przez pryzmat głównie dziesięcioletnich bohaterów, wszystko to trzyma się całości. Nie jest to typowy horror, ale potrafi przestraszyć. Ma naprawdę niesamowity klimat. Nie możemy doczekać się kolejnego sezonu.


4. Gra o tron (Game of Thrones)

Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Pierwsze sezony to prawdziwy majstersztyk, teraz niestety trochę stracił na jakości, ale mimo wszystko zasługuje na miejsce w tym zestawieniu.


5. Breaking bad

Historia chorego na raka nauczyciela chemii, który postanowił zarobić gotując metaamfetaminę w starym kamperze. Niezwykle przemyślany. Wielbiciele dopieszczonych szczegółów znajdą tam prawdziwe smaczki. Świetnie przedstawiona przemiana postaci. Wszystko spójne, nie naciągane i utrzymujące naszą uwagę. Dla zniechęconych pierwszym sezonem - obiecuję, że akcja się rozkręca.


6. Zadzwoń do Saula (Better Call Saul)

Z reguły prequele czy sequele są kiepskim pomysłem. Ciężko uniknąć efektów odgrzewanych flaków i zazwyczaj mocno czuć, że twórcy chcą wycisnąć jak najwięcej kasy nie patrząc na jakość. Tym razem jednak udało się stworzyć coś na zaskakująco wysokim poziomie. Tytułowy Saul to prawnik o wątpliwych zasadach moralnych z "Breaking bad". Tutaj poznajemy go przed czasami współpracy z Walterem. Nie brakuje też innych, znanych i lubianych postaci, jak np. Mike'a. Prawdziwa gratka dla wszystkich fanów.


7. Notatnik śmierci (Death Note)

Jak usłyszałam "anime" od razu się skrzywiłam. Z jakiegoś powodu nie kojarzy mi się to dobrze i #Narzeczony musiał mnie długo do tego przekonywać. Żeby było zabawniej potem to ja naciskałam, żebyśmy koniecznie obejrzeli chociaż jeszcze jeden odcinek. Bardzo intrygująca historia, świetnie przedstawiona. Wyraziści bohaterowie, pedantyczna wręcz dbałość o każdy najmniejszy szczegół i całość osadzona w japońskiej kulturze. Naprawdę podziwiam, jaki trud włożyli w przemyślenie całego anime. Dla wszystkich, którzy chcieliby obejrzeć filmową adaptację Netflixa - gorąco odradzam. Bardzo mierna podróbka i totalny brak zrozumienia co tak naprawdę wyróżnia Death Note.


8. Miasteczko Twin Peaks

Otwarcie się przyznaję, że wciąż nie wszystko w Twin Peaks rozumiem. Nie przeszkadza mi to jednak w świetnej zabawie, którą serwują twórcy. Ponieważ serial jest kultowy, a nawiązań zewsząd na pęczki nie ma chyba osoby, która by o nim nie słyszała. Przypuszczam jednak, że spora część mojego pokolenia nigdy oryginału nie widziała. Najważniejsze, co mogę o nim powiedzieć to, że kompletnie czego innego się po nim spodziewałam. Nie do końca wiedziałam, czy mam traktować go poważnie. Twórcy bardzo sprawnie żonglują koncepcją opery mydlanej. Tajemnicze okoliczności zaginięcia Laury Palmer badane przez ekscentrycznego agenta FBI, którego metody są co najmniej niecodzienne nie bez powodu latami utrzymuje się wysoko w różnych rankingach.


9. Biuro (The Office)

Kręcony w konwencji paradokumentu, w którym ekipa telewizyjna towarzyszy w codziennym życiu biurowym firmy sprzedającej kserokopiarki. Sam pomysł nie brzmi zbyt ciekawie i pierwszy sezon z zasadzie przemęczyłam, słuchając tylko, że "musi mi się spodobać, bo jest genialny". Potem na szczęście akcja się rozkręca i pomysł przedstawienia fabuły naprawdę dobrze z tym współgra. Zabawny, lekki i przyjemny. Mnóstwo barwnych postaci - Michael i Dwight kradną serca. Krótkie odcinki, bez większych cliffhangerów. Idealny do obiadu.


Jakie są Wasze ulubione seriale? Chcecie podobne zestawienia?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Lemon Ladies , Blogger